Customer experience

Wizyta się kończy, relacja nie: co powinno się wydarzyć w ciągu 48 godzin po wyjściu klientki

Cała praca włożona w wizytę urywa się zwykle w progu: klientka płaci, dostaje uprzejme pożegnanie i znika z Waszego pola widzenia na kilka tygodni albo na zawsze. Tymczasem to, czy wróci, rozstrzyga się głównie w ciągu następnych dwóch dni, kiedy pierwszy raz zostaje z efektem sama. Wtedy pojawia się pierwsza wątpliwość, pierwsze niezręczne mycie głowy i pierwsza chwila, w której coś wygląda inaczej, niż się spodziewała. Ostatni krok wizyty warto więc potraktować nie jako pożegnanie, tylko jako osobny proces rozpisany na dwie doby.

Godzina zero: nikt nie wychodzi bez następnego kroku

Domknięcie wizyty ma trzy elementy i zajmuje niecałe dwie minuty. Pierwszy to konkretna informacja, kiedy warto wrócić i dlaczego — nie „za jakiś czas", tylko za sześć tygodni, bo wtedy odrost zacznie być widoczny, albo za cztery, bo taki jest odstęp w serii. To nie jest sprzedaż, tylko część zalecenia zawodowego, i klientki odbierają to dokładnie tak, o ile pada powód. Drugi to najważniejsze zalecenie powiedziane na głos w prostej formie, przy czym jedno, a nie siedem, bo z listy zapamiętuje się zero pozycji, a z jednego zdania zwykle całość. Trzeci, najczęściej pomijany, to wskazanie kontaktu: kto konkretnie i jakim kanałem jest dostępny, gdyby coś ją zaniepokoiło, i do kiedy tego dnia. Ta informacja działa nawet wtedy, gdy nikt z niej nie skorzysta, bo zdejmuje lęk przed byciem zostawioną z problemem. Jeśli w Twoim salonie kolejny termin ustala się przy kasie, warto sprawdzić prostą liczbę: jaki procent klientek wychodzi z ustaloną datą. W salonach, które o to dbają, bywa to ponad połowa, a w pozostałych zwykle kilkanaście procent — i ta różnica sama w sobie tłumaczy większość dziur w grafiku.

Doba pierwsza i druga: kontakt, który sprawdza, a nie sprzedaje

Nie do wszystkich trzeba się odzywać i próba obdzwaniania każdego kończy się porzuceniem pomysłu po tygodniu. Wybierz trzy sytuacje, w których kontakt ma realny sens: pierwsza wizyta nowej klientki, pierwszy zabieg z serii oraz każdy przypadek, w którym coś przebiegło nietypowo — dłuższy czas, silniejsza reakcja skóry, zmiana planu w trakcie. To zwykle kilka osób dziennie, a nie kilkanaście. Treść ma być krótka, osobista i pozbawiona jakiejkolwiek oferty: jedno otwarte pytanie o to, jak się nosi albo jak zareagowała skóra, podpisane imieniem osoby, która wykonywała zabieg. Kanał dobierz do klientki, ale przy zabiegach o wyraźnym przebiegu pogojeniowym lepszy jest telefon niż wiadomość, bo wtedy słychać wahanie, którego nikt nie napisze. Kluczowa jest szybkość reakcji na złą odpowiedź: jeśli coś jest nie tak, decyzja ma zapaść w tej samej rozmowie, a nie „po konsultacji" — zaproszenie na poprawkę w konkretnym terminie i bez opłaty rozwiązuje w tym momencie dziewięćdziesiąt procent takich spraw. Ta sama sytuacja obsłużona tydzień później to już opinia w internecie. I nie łącz tego kontaktu z prośbą o ocenę, bo wtedy przestaje być troską, a staje się procedurą marketingową, co klientka rozpozna natychmiast.

Jak wpisać to w tydzień pracy, żeby faktycznie się działo

Proces, który nie ma właściciela i godziny, nie istnieje — dlatego przypisz to konkretnej osobie i konkretnemu momentowi dnia. W praktyce dobrze działa dwadzieścia minut w stałej porze, na przykład przed otwarciem albo w naturalnej przerwie, kiedy ktoś przegląda listę wizyt sprzed jednego i dwóch dni i wybiera z niej te kwalifikujące się do kontaktu. Wynik rozmowy zapisujcie w karcie klientki, bo to jest informacja, która przyda się przy następnej wizycie i buduje pamięć salonu niezależną od czyjejś głowy. Ustal też granicę, żeby ten proces nie przekształcił się w kampanię: maksymalnie jeden kontakt sprawdzający i, jeśli klientka nie odpowiada, żadnego ponawiania. Skuteczność mierz dwiema liczbami — ile problemów wyłapaliście, zanim stały się reklamacjami, i jaki odsetek osób objętych kontaktem wrócił w ciągu trzech miesięcy w porównaniu z resztą. Po kwartale zobaczysz, czy to działa u Was, i przy okazji dowiesz się, które zabiegi generują najwięcej wątpliwości. Ta druga informacja bywa cenniejsza od pierwszej, bo pokazuje, czego brakuje w Waszej rozmowie przed zabiegiem. Zwykle okazuje się, że wystarczy dodać jedno zdanie na konsultacji, żeby połowa telefonów po zabiegu przestała być potrzebna.