komunikacja

Trzy typy klientek, trzy zupełnie różne języki — i dlaczego Twój post trafia tylko do jednej z nich

Piszesz o zabiegu z prawdziwym przekonaniem, a odzew jest znikomy. Problem rzadko leży w samej usłudze — znacznie częściej w tym, że opisujesz ją językiem, który przemawia wyłącznie do osób myślących podobnie jak Ty. Model komunikacji PCM opisany przez Jeffa Kinga zakłada, że ludzie odbierają świat przez różne „waluty" i płacą uwagą tylko wtedy, gdy mówisz w ich walucie. Trzy z tych typów stanowią razem zdecydowaną większość odbiorców i to właśnie one decydują o tym, czy Twój post zostanie przeczytany do końca.

Harmonizatorka kupuje to, jak się poczuje

Około trzydziestu procent populacji postrzega rzeczywistość przede wszystkim przez emocje, a ich walutą jest współczucie i poczucie bycia zaopiekowaną. Ta klientka nie zapyta o stężenie kwasu ani o parametry lasera — zapyta, czy będzie bolało i czy będzie mogła się przy Tobie odprężyć. Do niej trafiają opisy skupione na doświadczeniu: cisza w gabinecie, ciepły ręcznik, moment, w którym można wreszcie przestać myśleć o wszystkim innym. Jeśli w Twoim opisie zabiegu pada zdanie o tym, jak klientka czuje się po wyjściu, a nie tylko o tym, co zostało zrobione, właśnie do niej mówisz. Warto pamiętać, że ta grupa jest najbardziej lojalna, ale też najbardziej wrażliwa na zmiany atmosfery. Traci się ją nie przez cenę, tylko przez pośpiech.
‍

Myślicielka chce wiedzieć dokładnie, co robisz z jej skórą

Mniej więcej co czwarta osoba porządkuje świat przez fakty, dane i logikę. Ta klientka przed wizytą przeczyta skład preparatu, sprawdzi, czym różni się jedna technologia od drugiej, i przyjdzie z listą pytań, które potrafią zbić z tropu. Nie jest trudna — po prostu potrzebuje konkretów, żeby podjąć decyzję. Do niej mówią liczby, procenty, czas trwania efektu, częstotliwość powtarzania zabiegu i uczciwie postawione przeciwwskazania. Zdanie „nawilża i regeneruje" nic jej nie mówi, natomiast informacja o tym, ile serii potrzeba i co dokładnie dzieje się ze skórą między jedną a drugą wizytą, buduje zaufanie natychmiast. Ta grupa rzadko kupuje impulsywnie, ale kiedy już zdecyduje, zostaje na lata i poleca dalej z pełnym przekonaniem, bo wcześniej wszystko sprawdziła.
‍

Buntowniczka zatrzyma się tylko przy czymś zabawnym

Około jedna piąta odbiorców reaguje na świat spontanicznie, a ich walutą jest humor i zaskoczenie. Przewijają feed szybko i nic ich nie zatrzyma, jeśli treść wygląda jak folder reklamowy. Do nich trafiają memy z życia salonu, gry słowne, scenki o tym, co klientka mówi, a co naprawdę ma na myśli, oraz wszystko, co ma nieoczekiwaną puentę. Ta grupa jest wyjątkowo cenna z jednego powodu: to ona najchętniej udostępnia treści dalej, bo śmieszne rzeczy wysyła się znajomym odruchowo. Nie musisz być komiczką — wystarczy, że przestaniesz pisać oficjalnym tonem i pozwolisz sobie na jedno zdanie z przymrużeniem oka. Sztywność kosztuje Cię tu więcej niż nieudany żart.
‍

Jak zmieścić trzy języki w jednym opisie zabiegu

Najskuteczniejsze treści nie wybierają jednego typu, tylko układają się warstwowo. Zacznij od zaczepki z humorem albo zaskoczeniem, żeby zatrzymać przewijający kciuk. Potem podaj konkret: co dokładnie robi zabieg, ile trwa, jakiego efektu można się spodziewać i po jakim czasie. Na końcu zejdź na poziom odczuć — opisz, jak klientka będzie się czuła po wyjściu i dlaczego to ma znaczenie w jej codzienności. Taka struktura sprawia, że każda z trzech grup znajdzie w tekście coś dla siebie, zamiast odbić się od pierwszego akapitu. Zasada jest prosta: humor otwiera, logika przekonuje, emocja domyka. Przetestuj to na najbliższym opisie nowej usługi i porównaj wyniki z poprzednim.

‍