marketing

"Jeśli chcesz czegoś nowego, musisz przestać robić coś starego"

Zdanie Petera Druckera brzmi jak truizm, dopóki nie spojrzysz na własny cennik, kalendarz i listę kanałów, w których publikujesz. W większości salonów nie ma tam ani jednej rzeczy, z której świadomie zrezygnowano — wszystko, co kiedyś weszło, nadal jest, nawet jeśli nikt tego nie zamawia i nikt tego nie czyta. Nowe pomysły dokłada się do przeciążonej konstrukcji, a potem dziwi, że brakuje czasu i że nic nie robi się porządnie. Roczny przegląd salonu warto więc zacząć od odwrotnej strony: nie od tego, co dodać, tylko od tego, co odpuścić.

Dlaczego tak trudno cokolwiek przestać robić

Dokładanie jest przyjemne i widoczne — nowa usługa, nowa promocja, nowy kanał dają poczucie rozwoju i da się je ogłosić. Rezygnacja nie daje nic z tych rzeczy, wygląda jak cofanie się i wymaga przyznania, że jakaś wcześniejsza decyzja była nietrafiona. Działa tu klasyczny mechanizm kosztów utopionych: skoro zainwestowałaś w szkolenie, urządzenie albo w budowanie profilu na kolejnej platformie, wycofanie się wydaje się marnotrawstwem, choć w rzeczywistości marnotrawstwem jest dalsze utrzymywanie czegoś, co nie działa. Dochodzi obawa, że ktoś zauważy i się obrazi — że trzy klientki, które jako jedyne zamawiają dany zabieg, poczują się porzucone. Trzeba to policzyć uczciwie: utrzymywanie usługi dla trzech osób kosztuje przeszkolenie zespołu, miejsce w cenniku, zapas produktów z terminem ważności i uwagę, której nie da się poświęcić czemuś innemu. Najbardziej podstępne są jednak rzeczy niewidoczne, czyli rytuały organizacyjne, raporty i zeszyty prowadzone równolegle do systemu, bo one nie mają żadnego właściciela i nikt nigdy nie zapyta, po co je robimy. To one zjadają najwięcej czasu i najłatwiej je usunąć, gdy się je w końcu nazwie.

Gdzie szukać rzeczy do wycięcia

Zacznij od cennika i wypisz udział każdej usługi w przychodzie oraz w zajętym czasie za ostatni rok. Prawie zawsze okaże się, że ogon cennika, czyli kilkanaście pozycji sprzedających się sporadycznie, generuje ułamek przychodu i zaskakująco dużą część zamieszania, bo wymaga zapasów, wprawy i miejsca w głowie zespołu. Drugie miejsce to promocje i programy odziedziczone po poprzednich latach — rabaty, które kiedyś miały sens, karty, których nikt nie pilnuje, i zniżki przyznawane zwyczajowo, choć nikt nie pamięta, kto o tym zdecydował. Trzecie to kanały komunikacji: jeśli prowadzisz cztery profile i newsletter, a realnie działa jeden kanał, pozostałe kosztują Cię tygodniowo kilka godzin i poczucie winy. Czwarte to spotkania i dokumenty wewnętrzne, wobec których warto zadać brutalne pytanie, co dokładnie by się stało, gdyby przestały istnieć. Piąte, najdelikatniejsze, to sposób pracy z klientkami, które kosztują znacznie więcej, niż zostawiają — regularnie odwołują w ostatniej chwili, negocjują każdą cenę i zajmują czas, którego nie ma. Nie chodzi o pozbywanie się ludzi, tylko o zmianę warunków współpracy, na przykład o wprowadzenie zadatku właśnie tam, gdzie jest potrzebny.

Jak zdecydować, co odpada

Najlepszym narzędziem jest jedno pytanie, które warto zadać przy każdej pozycji na liście: gdybym zaczynała dziś od zera, czy wprowadziłabym to jeszcze raz. To pytanie odcina koszty utopione, bo nie pyta o przeszłość, tylko o dzisiejszą decyzję, a odpowiedź zwykle przychodzi natychmiast i bez wahania. Drugim testem jest sprawdzenie, ile uwagi dana rzecz zabiera w stosunku do tego, co przynosi — nie tylko pieniędzy, ale też energii i miejsca w rozmowach. Trzecim, przydatnym przy usługach, jest pytanie, czy to jest rzecz, w której chcesz być rozpoznawalna, bo cennik z czterdziestoma pozycjami nie mówi o Tobie nic, a cennik z dwunastoma mówi, kim jesteś. Bardzo praktyczna jest też zasada bilansu: każda nowa rzecz wchodzi dopiero wtedy, gdy wskażesz, co w zamian znika. Brzmi surowo, ale w praktyce oznacza po prostu, że decyzje o dołożeniu czegoś przestają być darmowe i zaczynają być przemyślane. Warto przy tym zostawić sobie margines na rzeczy, które robisz, bo lubisz, nawet jeśli nie bronią się w liczbach — jedna albo dwie takie pozycje są w porządku, o ile wiesz, że to Twój wybór, a nie rozpęd.

Jak wycofywać się elegancko i kiedy robić przegląd

Wycofanie usługi albo programu robi się z wyprzedzeniem i z konkretną datą, bo ciche zniknięcie z cennika klientki zauważają i odbierają jako bałagan. Uprzedź osoby, których to dotyczy, indywidualnie i wcześniej niż resztę, zaproponuj im alternatywę u siebie albo, jeśli jej nie masz, poleć konkretne miejsce, bo takie polecenie zapamiętuje się na lata. Nie tłumacz się nadmiernie i nie przepraszaj — jedno rzeczowe zdanie o tym, że skupiacie się na tym, co robicie najlepiej, wystarcza w zupełności i brzmi znacznie pewniej niż rozbudowane wyjaśnienia. Wyprzedaj zapasy, zanim stracą ważność, i usuń wycofane pozycje ze wszystkich miejsc naraz, łącznie z systemem rezerwacji i cennikiem w mediach społecznościowych, bo pozostawione resztki generują telefony przez kolejny rok. Sam przegląd warto zrobić rytuałem o stałej porze, najlepiej w martwym miesiącu, kiedy i tak jest czas: jedno popołudnie, dane z systemu na stole i zespół przy tym samym stole, bo ludzie pracujący na sali wiedzą najlepiej, co jest fikcją. Wyjdźcie z tego z listą trzech rzeczy do zakończenia i jedną datą przy każdej. Trzy wystarczą, bo przegląd, z którego wynika, że rezygnujecie z piętnastu rzeczy naraz, kończy się nierezygnowaniem z żadnej.